Światło powoli zaczynało wdzierać się przez okna. Bezlitośnie, agresywnie dało jeden prosty sygnał - pobudka. Nie pospałem długo, zresztą - magia wracania po nocach do domu wydaje się być bardzo podniecająca. Ba, lubię to. Zwłaszcza, gdy ma się ten cel i tą ambicję, by robić to pomimo wszystko. Choć czasem bywa też, że z całym Twoim wysiłkiem, staraniem... dostajesz w twarz. Od życia. Ot, Twój krzywy uśmieszek na ryjku nagle zalewa się brudną krwią smutnej rzeczywistości. Sam jestem świeżo co po takim uderzeniu. To nie jest przyjemne. Szczęściem w nieszczęściu - póki mogę, robię wszystko, by ten wewnętrzny ból jeszcze w sobie stłumić. Jak wyjdzie - nie wiem. Będzie dobrze. Pewno. I to popieprzone życzenie - słodkiego, miłego życia. Byłoby o wiele słodsze, gdyby pewne rzeczy udało się doprowadzić do idealnych rozwiązań. Z tym, że takie są... dla mnie. A tu nie chodzi tylko o mnie. Bywało gorzej. Wakacje dały mi wiele radości, dały mi nadzieję, nutkę szczęścia w codzienności. Końcówka wakacji - zabiera mi to wszystko pod egidą zamordowanego czasu. Czasu, którego przecież jest tak cholernie wiele. Czasu, który teraz kona. Z tym pięknym znamieniem uciekających godzin. Panie Żądło, trzeba jednak żyć i patrzeć na życie spojrzeniem realisty. Tjaa. Tylko, że zawsze tak na nie patrzę i wiem, że nie jest wcale przyjemnie.
Ale jak?...
Ocoai - Lunoir - http://www.youtube.com/watch?v=9pukp9zW464
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz