piątek, 20 sierpnia 2010

14...

Chłodna noc. Wiatr lekko muska moją twarz. Rozbrzmiewający "Nutshell" tylko dobija. Niechaj robi to najskuteczniej, jak potrafi. Wyjechała. Szczęściem w nieszczęściu, tylko na dwa tygodnie. Mimo wszystko - boli i będzie bolało. Bo... docieranie się jest straszne. Ta pieprzona niepewność niczego. Życie. Paczka Marlboro niesfornie się do mnie uśmiecha. Nie - dość. Na dziś dość. Pora wrócić do siebie, prawdziwego pustego siebie, czekać. Nadal oddychać, cierpieć, być. I w tym wszystkim jedno trzyma mnie przy życiu - jej zapamiętane spojrzenie, ostatnie przytulenie i... to zlewanie. Okrutne, a zarazem tak potrzebne i prawdziwe. Ponoć prawdziwe uczucie przetrwa każdą próbę. Może to nie próba? Nie mnie to oceniać. Powiem tylko tyle - czekam. Już. Tęsknię. Nadal pragnę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz