Pierwsze nuty outro z "Mellotron Scratch". Ten gasnący bas i wchodząca perkusja nagle wlewają w moje serce pieprzoną tęsknotę. Wspomnienia. Ból. Kolejne nuty, które płyną stawiają mi przed oczami ambolatorium. Szary, wiekowy budynek pamiętający wiele scen. Najwięcej pewnie scen śmierci ludzi, którzy oddawali tu swoje dusze na operacyjnych stołach, czasem się ciesząc i... łudząc. Przekraczasz próg i wchodzisz do innego świata. Całkowicie innego. Cicho, spokojnie, pusto. To tylko szpitalne, zakurzone ściany. Słyszysz tylko swoje kroki i myśli. To nie jest dobre miejsce na spacer wieczorami. Uwierz mi, że zabiją Cię tam Twoje problemy, Twoje pragnienia, żal. Szpitalne łóżka, dentystyczne fotele, porzucone zdjęcia, światło księżyca, które na nie pada. I tylko jedno pomieszczenie, w którym świeci się światło, słychać głosy i muzykę. Powoli gasząc papierosa wchodzisz tam. W jednej chwili wszystkie oczy są skierowane na Ciebie. Witasz się, siadasz i widzisz to jedno, magiczne spojrzenie, po którym tak bardzo widać to, jak bardzo jesteś potrzebny. Na daną chwilę. Na daną chwilę. Na dany odcinek czasu. Nadal się łudzisz, taka magia ambolatorium. Prosząc do tańca słyszysz już "nie". To nie to. Ale mimo wszystko czujesz coś dziwnego, coś, co tak bardzo napawa Cię dziwną goryczą w sercu, tą zasraną tęsknotą. Zapalasz papierosa i idziesz przed siebie. Piętro wyżej, długi korytarz. Korytarz prawdy. Po godzinie 23, uwierz mi, że będziesz mieć duszę na ramieniu. Zwłaszcza, że Mellotron Scratch rozrywa Twoją duszę. Spoglądasz na siebie i chcesz uciec od tego miejsca, od tych wspomnień. Masz jedno wyjście, może dwa. Okno, albo powrót. I tak wrócisz... Dobrze wiesz, że kochasz ten ból w sobie, jesteś już od niego uzależniony. Na zewnątrz? Cisza. Za tym progiem wymiar zmienia cały swój sens. Widzisz tylko obskurną bramę i fabryki. Karetkowy podjazd, a Ty klęczysz pod murem, jakbyś tylko pragnął powiedzieć co Cię boli, co czujesz. Chciałbyś tylko to wyjaśnić. Wracasz tam, czterogłosowy śpiew kończy outro. Nadal się zabijasz. Baw się dobrze. Mellotron Scratch.
poniedziałek, 30 sierpnia 2010
niedziela, 29 sierpnia 2010
sobota, 28 sierpnia 2010
Ostatnie podrywy wakacji
Do końca wakacji już tylko 4 dni. Co to oznacza? Że moja ostatnia dwumiesięczna przerwa w nauce dobiega końca i rozpoczynam ostatni etap szkoły średniej... Ale jeszcze przed trzeba sprawić, by te wakacje były naprawdę niezapomniane. Hmm, o ile już nie nabrały miana epickich. Co jak co, ale dobiję je jeszcze zaczynając od dziś. Powiedzmy, że miło spędzę dziś czas na zapychaniu gardła śmiechem podczas Dni Mielca, a może i trochę pogardzę. Nic to, idę wyczyścić glany. Spodziewajcie się też i samej audycji za niedługo.
wtorek, 24 sierpnia 2010
Z cyklu: "Rywalizacje"
Ej, mój kumpel na Niekulturalnym ma jeden z najśliczniejszych kobiecych głosów, jakie kiedykolwiek słyszałem na wejściu. Nie bawię się tak, holisiet!
Z cyklu: "Wow, awesome..."
Zajebiście. Połowa tygodnia do końca wakacji, a mi się nagle trafia praca. No, kurwa, co za niespodzianka. Ale ok - mam to gdzieś. Nie będę wybrzydzał - każdy grosz się liczy. Pora iść spać, bo pobudka o 5 nie jest ok.
piątek, 20 sierpnia 2010
14...
Chłodna noc. Wiatr lekko muska moją twarz. Rozbrzmiewający "Nutshell" tylko dobija. Niechaj robi to najskuteczniej, jak potrafi. Wyjechała. Szczęściem w nieszczęściu, tylko na dwa tygodnie. Mimo wszystko - boli i będzie bolało. Bo... docieranie się jest straszne. Ta pieprzona niepewność niczego. Życie. Paczka Marlboro niesfornie się do mnie uśmiecha. Nie - dość. Na dziś dość. Pora wrócić do siebie, prawdziwego pustego siebie, czekać. Nadal oddychać, cierpieć, być. I w tym wszystkim jedno trzyma mnie przy życiu - jej zapamiętane spojrzenie, ostatnie przytulenie i... to zlewanie. Okrutne, a zarazem tak potrzebne i prawdziwe. Ponoć prawdziwe uczucie przetrwa każdą próbę. Może to nie próba? Nie mnie to oceniać. Powiem tylko tyle - czekam. Już. Tęsknię. Nadal pragnę.
72... 48... 24... 0
Miło zacząć dzień od dobrego uczynku. Tak mało ich w moim życiu. To takie chwile, kiedy nagle odzywa się moja zapomniana strona... coś tam rzecze, pieprzy, ale zawsze dobrze poradzi, a pojawi się w najmniej oczekiwanej chwili. Tylko dlatego, by potem znów uderzyła mnie smutna rzeczywistość. Czas się kończy, zostało tylko kilka godzin. To smutne, gdy perspektywa czasu zostaje tak drastycznie zabita i skrócona do minimum. Już przedwczoraj z moich oczu popłynęły łzy. Nie pamiętam od jak długiego czasu płakałem szczerze, od serca. W sumie - to było urocze. W całym tym bałaganie myśli brakowało mi tak bardzo wczoraj tego miejsca. Miejsca, który jest idealnym odbiciem mojego smutku. A i tam widziałem swoje. Ambolatorium jest po prostu wspaniałe, a pełną nocą sprawia, że na pewno nie przejdziesz się po całym samotnie zaglądając do każdego zakamarka. To był ostatni spacer tam, zapewne na naprawdę długi okres czasu. Ona musi lecieć, wróci późno - na tyle, by cała smutna perspektywa dopiero mnie zaczęła zabijać. A to jest możliwe. Życie jest często mocno poryte. To ciekawe, że dopiero opatulony w kołdrze zaczynasz sobie uświadamiać to, jak bardzo jesteś samotnym człowiekiem. Co, jeśli masz do tego jeszcze dodatkowe powody? Nie pytajcie. Nie wiem, jak to przeżyję, ale postaram się to przyjąć godnie. Postawiłem na szalę tylko moje pierwsze, szczere uczucie - to nic takiego. I tak się o Nią upomnę.
czwartek, 19 sierpnia 2010
Rise... once again...
Światło powoli zaczynało wdzierać się przez okna. Bezlitośnie, agresywnie dało jeden prosty sygnał - pobudka. Nie pospałem długo, zresztą - magia wracania po nocach do domu wydaje się być bardzo podniecająca. Ba, lubię to. Zwłaszcza, gdy ma się ten cel i tą ambicję, by robić to pomimo wszystko. Choć czasem bywa też, że z całym Twoim wysiłkiem, staraniem... dostajesz w twarz. Od życia. Ot, Twój krzywy uśmieszek na ryjku nagle zalewa się brudną krwią smutnej rzeczywistości. Sam jestem świeżo co po takim uderzeniu. To nie jest przyjemne. Szczęściem w nieszczęściu - póki mogę, robię wszystko, by ten wewnętrzny ból jeszcze w sobie stłumić. Jak wyjdzie - nie wiem. Będzie dobrze. Pewno. I to popieprzone życzenie - słodkiego, miłego życia. Byłoby o wiele słodsze, gdyby pewne rzeczy udało się doprowadzić do idealnych rozwiązań. Z tym, że takie są... dla mnie. A tu nie chodzi tylko o mnie. Bywało gorzej. Wakacje dały mi wiele radości, dały mi nadzieję, nutkę szczęścia w codzienności. Końcówka wakacji - zabiera mi to wszystko pod egidą zamordowanego czasu. Czasu, którego przecież jest tak cholernie wiele. Czasu, który teraz kona. Z tym pięknym znamieniem uciekających godzin. Panie Żądło, trzeba jednak żyć i patrzeć na życie spojrzeniem realisty. Tjaa. Tylko, że zawsze tak na nie patrzę i wiem, że nie jest wcale przyjemnie.
Ale jak?...
Ocoai - Lunoir - http://www.youtube.com/watch?v=9pukp9zW464
Ale jak?...
Ocoai - Lunoir - http://www.youtube.com/watch?v=9pukp9zW464
Subskrybuj:
Posty (Atom)